Gorący kartofel

Jeden z rozdziałów Tajemnic Świata opowiada o niezwykłym Polaku. 60 lat temu, a raczej już 60 lat temu nasz rodak Paul Baran wymyślił internet. Obywatelem RP był krótko. Urodził się w Grodnie, ale już jako trzylatek, z rodzicami i rodzeństwem wyemigrował do USA. I dokładnie rzecz biorąc nie wymyślił tam internetu, ale podstawę internetu. Coś, bez czego internetu by nie było. Zasadę gorącego kartofla komputerowej transmisji sieciowej…
Najpierw jednak się uczył. Po licencjacie pracował w Filadelfii w słynnej Eckert-Mauchly Computer Corporation (tak, to firma tych, którzy zbudowali ENIACA). Potem ożenił się i znalazł pracę na zachodnim wybrzeżu, w też nie mniej słynnej firmie Hughes Aircraft, gdzie zajmował się systemami radarowymi. Jednocześnie studiował wieczorowo i ukończył studia magisterskie w słynnym i ważnym dla światowej technologii drugiej połowy XX wieku Uniwersytecie Kalifornijskim (UCLA). Pracę inżynierską rozpoczął w ciekawej organizacji (RAND), powołanej w USA bezpośrednio po zakończeniu II Wojny Światowej dla kontynuacji rozpoczętych w czasie wojny aplikacji militarnych. Tu otrzymał zadanie zaprojektowania systemu telekomunikacyjnego odpornego na konflikt atomowy.
Łatwo to powiedzieć, gorzej zrobić. Wybuch jądrowy niszczy przecież wszystko, a na pewno większość wszystkiego. Po trzech latach Paul Baran wymyślił. Ponieważ w ataku nuklearnym zanika na znaczny czas łączność radiowa i niszczone są centrale telefoniczne Baran założył, że nie ostaną się centralne węzły komunikacyjne. Trzeba zrobić coś takiego co nie wymaga centralnych węzłów komunikacyjnych. Bałagan zamiast centralizacji, wielodrożność zamiast linii komunikacyjnych. Co więcej wpadł na wydawałoby się idiotyczny pomysł przesyłania wiadomości w kawałkach i komukolwiek. Baran nazwał to „zasadą gorącego kartofla”. Zaproponował przesyłanie informacji pomiędzy węzłami sieci w wielu ponumerowanych kawałkach zaopatrzonych w sieciowe adres odbiorcy.
Pomysł polegał na tym, że jeśli węzeł sieci otrzyma taki kawałek informacji to sprawdza jego adres docelowy. Jeśli pakiet jest do niego, to go przyjmuje. Jeśli nie, to natychmiast wysyła go dalej, jak gorący kartofel właśnie. Gdzie? Najlepiej, zgodnie z adresem, do węzła docelowego. A jeśli węzeł ten nie jest dostępny to gdziekolwiek. Do innego węzła, aby pozbyć się problemu. Pomysł Barana był genialny w swej prostocie. Z jednej strony gwarantował, że dane dotrą do celu nawet gdy najkrótsza droga jest niedostępna. Z drugiej strony umożliwiał automatyzację procesu komunikacji.
I tak się stało. Internet do dziś działa na tej zasadzie. Co więcej, działa globalnie. Mail, który wysyłamy do sąsiada, może wędrować nie tylko przez pobliskie serwery, ale i takie, które fizycznie znajdują na antypodach. I nikt, tym nie kieruje. Więcej, dziś automatyzacji tego ruchu po łączach internetowych w ogóle nie spostrzegamy. A to akurat oczywiste nie było. Pomysł Barana pojawił się przecież w latach 60-tych ubiegłego wieku. Wtedy były zgłaszane nawet takie pomysły, by sterowaniem ruchu pakietów w sieci zajmowały się telefonistki. W porównaniu z ówczesnymi zasadami działania telekomunikacji propozycja Paula Barana wydawała się żartem. I żartowano. Baran się „odgryzał” – mawiał, że w przeciwieństwie do central telefonicznych jego urządzenia nie wymagają kosztownych, niezawodnych podzespołów. W sieci rozproszonej bowiem jest wiele różnych dróg, a uszkodzone węzły nie mają znaczenia.

Rys
Paul Baran. Rodzaje sieci komunikacyjnych. Donald Davies

Warto wiedzieć, że na pomysł przesyłania pakietów informacji w sieciach zdecentralizowanych wpadł prawie jednocześnie i niezależnie Donald Davies z National Physical Laboratory w Wielkiej Brytanii. Co więcej, podobnie jak Baran także wdrożył sieć próbną, a jako pierwszy użył terminu pakiety – łatwo przetłumaczalnego na inne języki. Paul Baran używał nazwy bloki wiadomości.

Wojciech Nowakowski Wikipedia
wojciech.nowakowski.prof@gmail.com
Tel. +48 690657821